Ryzyko

Dzisiaj jest 30. rocznica katastrofy promu kosmicznego Challenger 51, który po 73 sekundach od startu rozpadł się. Zginęła jego 7-osobowa załoga. Wczoraj była 49. rocznica katastrofy Apollo 1. Miała to być pierwsza załogowa misja w programie Apollo. Podczas testów naziemnych wybuchł pożar w module dowodzenia, a cała 3-osobowa załoga poniosła śmierć.1 lutego przypada 13. rocznica katastrofy promu Columbia, który uległ awarii podczas powrotu z misji. Zginęło wówczas siedmiu astronautów.
Start w kosmos to zawsze ryzyko. Tam naprawdę wystarczy, żeby wystąpiła jakaś nanoawaria w trakcie i wszystko może wybuchnąć, rozpaść się. Wsiąść do takiej rakiety, mając świadomość tego, to naprawdę trzeba mieć jaja. Zapewne startując w kosmos myśleli o tym, że zdobędą cel, a nie, że zginą, choć musieli się z tym liczyć. Podjęli to ryzyko.
Wspominam te dwie załogi, które zginęły i patrząc na nich życzę samemu sobie (Wam także) odwagi podejmowania ryzyka i myślenia kosmicznego. Mam doświadczenie, że warto je podejmować. Czasem w sprawach drobnych, czasem w wielkich. Warto zaryzykować i wejść w niepewność. Tak, wszystko może pierdzielnąć, owszem. Ale równie dobrze, możesz doświadczyć kosmicznych rzeczy.

Załoga Challenger 51

800px-STS-107_crew_in_orbit

Załoga Columbii

the-Apollo-1-launch-pad-fire-that-killed-astronauts-Gus-Grissom-Roger-Chaffee-and-Ed-White-celebrities-who-died-young-31704639-1372-740

Załoga Apollo 1

Leć na Marsa!

Mam polubiony fanpage Buzz Aldrin – to jeden z amerykańskich astronautów, który lądował owego czasu na księżycu (nieważne w tym momencie, co tam różne teorie o tym mówią). Dzisiaj już jest dziadkiem. Regularnie wyświetlają mi się jego posty, w których ciągle mówi o misji kosmicznej na Marsa. Jeździ tu i tam, i gada o tym.

Teraz znowu wyświetliło mi się coś od niego. Pomyślałem sobie: Fajną robotę robi. Budzi w ludziach marzenia, pragnienie czegoś wielkiego, wydaje się niemożliwego. Nawet jeśli nigdy nie postawią nogi na Marsie, to całkiem możliwe, że nauczą się myśleć kosmicznie. Myśleć kosmicznie, to być człowiekiem, który walczy z mentalną grawitacją, która wciska go w ziemię i nie pozwala się oderwać. Myśleć kosmicznie to mieć fantazję, wyobraźnię i odwagę wybiegania ku czemuś, co jest lata świetlne od nas, co dzisiaj wydaje się nieosiągalne. To ryzyko poszukiwania, kiedy nie wiesz na co napotkasz i czy w ogóle coś napotkasz. To mieć myślenie otwarte, z rozmachem jak galaktyki, z szeroką perspektywą. To myślenie, które ciągle się rozszerza, jak kosmos.

Dlatego kocham kosmos. Kocham patrzeć w niebo nocą. Potrzebuję takich ludzi jak Buzz. To jest to, co Jezuici nazwaliby krótko: Bądź MAGIS.

12573784_10153885703964581_8949734111223601433_n

Wzrok i miłość

The_Lobster_2015_Element_1

Obejrzałem film „The Lobster”. Jest tam pewien ciekawy motyw. Jedyni ludzie, którzy naprawdę doświadczają miłości w tym filmie cierpią na krótkowzroczność. Ona i on. Nie wiedzą o tym wcześniej. Okazuje się w trakcie. Tak sobie myślę, że coś w tym jest. Krótkowzroczność pomaga znaleźć miłość. Dlaczego? Bo jak jesteś krótkowidzem, to musisz podejść bliżej, przysunąć coś do siebie, żeby to zobaczyć. Miłość rodzi się w doświadczeniu bliskości. Trzeba zniwelować dystans, podejść, pozwolić się komuś zbliżyć do siebie.

Jest też drugi moment w tym filmie. Zakochana bohaterka zostaje oślepiona za karę, że weszła w relację miłości. Ten, który ją kocha postanawia także odebrać sobie wzrok. Ona mówi do niego: kiedy nie widzisz wyostrzają się inne zmysły: słuch, dotyk. Miłość to zgoda na to, żeby być ślepym. Kiedy nie chcesz widzieć w drugim zła. Kiedy przebaczasz i nie chcesz widzieć zdrady. Miłość to zgoda na to, żeby być ślepym i nie widzieć po swojemu. Żeby musieć wsłuchać się w drugą osobę i lepiej ją słyszeć, jej serce, jej myśli, jej historię. Żeby musieć dotknąć drugiego, aby poznać jego kształt. Nie być już chłodnym obserwatorem, ale wejść w bliski, namacalny kontakt. Być ślepym, żeby bardziej słuchać i bardziej poczuć drugą osobę. Być ślepym, żeby przestać być tym, który prowadzi, ale dać się prowadzić w nieznane. To jest miłość.

Dla mnie ma to także odniesienie do Boga.
Jestem przekonany, że Bóg też ma jedną wadę. Ma wadę wzroku – jest krótkowidzem. Dlatego się przysunął do człowieka i pozwala mu zbliżyć się do siebie.
Jak patrzę na Boże Narodzenie, to widzę Boga, który jak każde dziecko przez pewien czas nie widzi, ale jest wyczulone na to, co się dzieje, potrzebuje głosu matki, jej dotyku. Jest zdane na innych. Bóg, który już w Pieśni nad Piesniami mówi: daj mi słyszeć twój głos. On widzi wszystko, a jednak naprawdę chce słuchać serca człowieka. Bóg stał się ślepy z miłości. Kiedy przebacza grzechy jest naprawdę ślepy.

Love is blindness jak śpiewa Bono. A tutaj wykonanie ich utworu w wykonaniu Edge’a:

Piąty wymiar

Galeria

W tej galerii znajduje się 1 zdjęcie.

Czytając różne rzeczy w internetach przypomniał mi się film Interstellar. Myślę, że on naprawdę mówi o naszej rzeczywistości. Mówi o tym, że można postrzegać świat i ludzi w wymiarze 2D, bardzo płasko, tendencyjnie, stereotypowo, zero-jedynkowo. Można jednak widzieć głębiej, docierać … Czytaj dalej

70 lat po ? Auschwitz

10403381_790353727669232_2760593036102126043_n

źródło: https://www.facebook.com/KomorowskiBronislaw

70ta rocznica wyzwolenia Auschwitz to dobra, choć wstrząsająca okazja do refleksji nad naszym człowieczeństwem. Ten i jemu podobne obozy nie wzięły się znikąd. Jak pisała Zofia Nałkowska – „Ludzie ludziom zgotowali ten los”. Ludzie, którzy pozwolili, żeby ich serca zawładnęła ideologia wykluczająca drugiego człowieka, odbierająca mu człowieczeństwo. A wtedy można już dopuścić się każdego bestialstwa. Naziści głosili: Żyd to nie człowiek, Polak to podczłowiek. Ale tak samo mówili: niepełnosprawny to upośledzona jednostka społeczna, która osłabia społeczeństwo. Dlatego praktyki eutanazji, usuwania ze społeczeństwa osób uznanych za społecznie zbędnych lub szkodliwych, to był jeden z etapów dochodzenia do wielkich machin zagłady, jakimi były obozy koncentracyjne. Chcę powiedzieć też o człowieczeństwie, prawdziwym człowieczeństwie w obozach zagłady. Co roku po lubelskim obozie zagłady „Majdanek” przechodzi Droga Krzyżowa. Za każdym razem czytane są na niej wspomnienia, świadectwa ludzi, którzy przeżyli obóz. I można tam usłyszeć wstrząsające, pozytywnie wstrząsające, relacje o ludziach, którzy w tak beznadziejnej i nieludzkiej sytuacji, do końca zachowali swoje człowieczeństwo, okazywali je innym współwięźniom, ryzykowali niosąc pomoc…
Ale nie myślcie sobie, że skoro to już 70 lat od obozów zagłady, to już było, minęło. Zaledwie dwadzieścia lat temu, w Rwandzie, jedno plemię wymordowało milion osób z drugiego plemienia. W radiach w czasie rzezi, mówiono o tym, żeby ścigać i mordować „karaluchy”. Dotąd żyli jako sąsiedzi, ale w ich serca włożono ideologię: to nie wasi sąsiedzi, to karaluchy, które trzeba wytępić. I w 100 dni wymordowano milion ludzi. Ale i tutaj chciałbym przywołać pozytywne świadectwa człowieczeństwa. Bywało wielokrotnie również tak, że np. w szkole uczyły się dzieci i Tutsi, i Hutu. Hutu wpadało do szkoły i kazało dzieciom Hutu wyjść, żeby „zrobić porządek” z dziećmi Tutsi. Na co padała odpowiedź, że tu nie ma Tutsi i Hutu, tutaj wszyscy są braćmi i są razem jako jedno. Ginęli wówczas wszyscy. Ginęli ocalając w sobie człowieczeństwo i braterstwo. Było i tak, że Hutu ukrywali Tutsi w swoich domach. Za co także niejedni Hutu zapłacili życiem.
Myślisz, że w 2015, 70 lat po Auschwitz, 20 lat po ludobójstwie w Rwandzie, jesteśmy bezpieczni od takich okropności? Nie. Dopóki w naszych sercach jest miejsce na nienawiść, dopóki człowiekiem gardzi człowiek, to nie jesteśmy bezpieczni. Jeśli pozwalamy, aby jakakolwiek ideologia (o tak, i naziści, i Tutsi byli przekonani, że robią słusznie) pchała nas do tego, żeby odrzucić drugiego człowieka, to tak naprawdę w naszym sercu tworzymy Auschwitz.
Ale są ludzie dobrej woli. Są tacy, którzy patrzą na drugiego człowieka, po prostu jak na człowieka, kimkolwiek by on nie był. Są tacy, którzy wyciągną rękę do drugiego, nawet jeśli nie jest z jego „plemienia”. Są ludzie, którzy okazują człowieczeństwo. Tacy ludzie wyzwalają ten świat z „Auschwitz”.

Rudolf Hoess, pierwszy komendant Auschwitz, czekając na skazanie za zbrodnię ludobójstwa, nawrócił się w wadowickim więzieniu i wydał oświadczenie. Oświadczenie pierwszego komendanta Auschwitz jest najlepszym przesłaniem na ten dzień:

Sumienie zmusza mnie do złożenia jeszcze następującego oświadczenia: W osamotnieniu więziennym doszedłem do gorzkiego zrozumienia, jak ciężkie popełniłem na ludzkości zbrodnie. Jako komendant obozu zagłady w Oświęcimiu urzeczywistniałem część straszliwych planów Trzeciej Rzeszy – ludobójstwa. W ten sposób wyrządziłem ludzkości i człowieczeństwu najcięższe szkody. Szczególnie Narodowi polskiemu zgotowałem niewysłowione cierpienia. Za odpowiedzialność moją płacę życiem. Oby mi Bóg wybaczył kiedyś moje czyny. Naród polski proszę o przebaczenie. Dopiero w polskich więzieniach poznałem, co to jest człowieczeństwo. Mimo wszystko, co się stało, traktowano mnie po ludzku, czego nigdy bym się nie spodziewał i co mnie najgłębiej zawstydzało. Oby obecne ujawnienia i stwierdzenia tych potwornych zbrodni przeciwko człowieczeństwu i ludzkości doprowadziły do zapobieżenia na całą przyszłość powstawaniu założeń, mogących stać się podłożem tego rodzaju okropności.

I Czesław Niemen, z wiecznie aktualnym przesłaniem:

https://www.youtube.com/watch?v=3aRz0IVMuW8

Wierzę w dobro

11/09/2001 NY WTC Ten dzień już na zawsze zostanie w mojej pamięci. Minęło 13 lat, a ja pamiętam wręcz w szczegółach ten moment, kiedy wróciłem ze szkoły. W telewizji szła relacja live po uderzeniu w pierwszą wieżę. Gapiliśmy się z tatą w telewizor jak sparaliżowani. Na naszych oczach i oczach całego świata nadleciał drugi samolot i uderzył w drugą wieżę. Niedługo potem wszystko runęło jak domek z kart. Zaczął się czas pokazywania ujęć i zdjęć, które mroziły i nadal mrożą krew w żyłach. Nie muszę ich sobie nawet przypominać, one są w mojej pamięci bardzo żywo. Choć to już 13 lat. Obrazy, na których jest ujęte niewyobrażalne cierpienie i dramat ludzi, którzy zostali rzuceni w piekło na ziemi. Ale też obrazy, które pokazują ludzi: strażaków, policjantów, zwykłych cywili, którzy mimo śmiertelnego zagrożenia ruszyli na pomoc innym. Niektórzy z nich kosztem własnego życia. Zginęli razem z tymi, których chcieli uratować. Pośród tak miażdżącego doświadczenia zła objawiło się tak potężne dobro, miłosierdzie. Wydaje mi się, że tak jest zawsze. Zło nigdy nie jest tak potężne, żeby zdławić dobro. Dobro zawsze objawi swoje piękno pośród doświadczenia zła. I to dobro zawsze rodzi się tak spontanicznie, naturalnie w takim przypadku. Pojawia się jakiś człowiek, grupa ludzi, która staje się mocnym słupem światła pośród ciemności. Dobro nagle objawia się, pokazując, że tak naprawdę cały czas jest obecne w sercach ludzi. Przy okazji tej rocznicy chce raz jeszcze wyznać, że głęboko wierzę, że w każdym człowieku są ogromne pokłady dobra. Bo jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, a On jest Dobry. Chcę wyznać, że głęboko wierzę, że dobra jest dużo więcej w świecie niż zła, choć często jest to ukryte dobro. Ukryte, nie oznacza, że nie dotykające swoją mocą życia konkretnych ludzi.

Przywołam tu jeszcze jedną sytuację. Któregoś dnia jadę busem, w pewnym momencie kierowca zatrzymuje się i zabiera mężczyznę, który szedł poboczem. Zaczyna się rozmowa… ten człowiek twierdzi, że idzie z Berlina do Rumunii czy tam Bułgarii. Pochodzi stamtąd. Kierowca widział go już przy poprzednim kursie, a teraz zatrzymał się i zawołał go do samochodu mimo, że tamten nie łapał stopa, po prostu szedł poboczem. Po jakimś czasie wsiadła kobieta, która dała temu mężczyźnie coś do jedzenia. Kiedy wysiadał, kierowca dał mu jakieś picie i swój prowiant… Piękna scena ludzkiego miłosierdzia i wrażliwości. A jednocześnie siedział za mną jakiś pijany młody człowiek, który niemiłosiernie cały czas pod nosem obrażał tego człowieka, tylko dlatego że jest Rumunem czy Bułgarem. Nie był w stanie jednak w żaden sposób przyćmić dobra, które dokonało się w tym busie na trasie Puławy-Lublin.

Tajemnica dobra i zła. Nigdy tego nie pojmiemy do końca. Patrzę na tę tajemnicę i widzę, jak prawdziwe są słowa Jezusa z przypowieści o roli, na której rosła pszenica i kąkol. Rosły razem. A gospodarz nie pozwalał wyciąć kąkolu, żeby nie uszkodzić przy tym pszenicy. Ostatecznie przy żniwach i tak będzie wiadomo, co jest kąkolem, a co pszenicą. Pszenica zostanie, kąkol nie. Myślę, że to jest dobre, chrześcijańskie podejście: troszczyć się o dobro, skupiać się na nim. Mając świadomość zła, które jest obok. Ale nie skoncentrować swojej uwagi na złu, nie dać się mu sterroryzować. Widzieć dobro, zawsze wskazywać dobro i mieć wiarę, że ostatecznie, to dobro tryumfuje.

Coraz częściej i coraz więcej widzę ludzi, którzy chcą robić dobro. Przeróżni ludzie. Czasem tacy, o których inni powiedzieliby wiele różnych rzeczy, ale nie to, że będą chcieli robić dobro. Jestem zaangażowany w kampanię społeczną Zarażamy Radością. Jej celem jest pokazanie, że rodziny z dziećmi niepełnosprawnymi też mogą żyć pełnią życia, rodzice mogą się realizować nie tylko w domu. Im więcej szczęścia w życiu rodziców, tym więcej też w życiu ich dzieciaków. W ramach kampanii podejmowane są różne inicjatywy. Zaskakuje mnie jak wiele osób chce coś zrobić dla tego dzieła. Młodzi, starsi, raperzy, DJ’e, ludzie robiący różne rzeczy w życiu… chcą robić dobro. Wystarczy nagle zawołać: „Ej, kto chce z nami zrobić coś dobrego?” i pojawiają się chętni. Możemy siedzieć i patrzeć w ekran telewizora, z którego płyną wiadomości, które prowokują nas do tego, żeby siedzieć i przeklinać rzeczywistość, narzekać. Ale można widząc to wszystko wstać i powiedzieć: „Róbmy dobro! Dosyć mamy tego, co przytłacza. Nie będziemy gnić przytłaczani złem. Rzućmy trochę światła w naszym otoczeniu. Zróbmy razem trochę dobra!” I wtedy zaczyna się dziać. Ludzie zaczynają się nakręcać wzajemnie dobrem, radością. Przyłączają się kolejni. Bo dobro przyciąga. I po chwili patrzysz i widzisz, jak realizują się słowa Jezusa: „Królestwo Boże jest pośród Was”.

„Zło nie jest tak złe jak dobrym jest dobro”. (C.S.Lewis) 

Nie lepszy od innych

Podczas Eucharystii we wspólnocie neokatechumenalnej dzieliliśmy się Słowem, które mówi o upomnieniu braterskim. W każdej wypowiedzi można było usłyszeć, że to Słowo jest tak ciężkie do wypełnienia. Zgodziłem się, bo to jest okropnie ciężkie Słowo. Ale całe szczęście, że mamy problem z jego wypełnianiem, o ile to wynika z tego, że wzdrygamy się przed upominaniem innych, bo wiemy, jacy sami jesteśmy. To świadczy o tym, że jest w nas prawda. Prawda, która pokazuje nam, że nie jesteśmy lepsi o innych, więc jakim prawem mielibyśmy ich upominać znając samych siebie. Bałbym się człowieka, który nie ma problemu z upomnieniem braterskim i chętnie strzela do innych moralniakami, zawsze jest gotowy wyrzucić komuś słabość, grzech. Nie, to nie o to chodzi w tym Słowie.

To Słowo czytam inaczej. Ono nie mówi najpierw do mnie, ono mówi do innych o mnie. To ja potrzebuje kogoś kto mnie upomni i pomoże mi się nawracać, bo to ja tego potrzebuje. To ja jestem tym biednym grzesznikiem, takim samym, a niejednokrotnie większym od innych. Dopiero, kiedy to sobie uświadomię i zejdę nisko, tak, że nie będę nad drugim, ale obok niego, wtedy możemy pogadać.

To Słowo pokazuje mi jak niesamowicie kapitalny jest początek każdej Eucharystii, kiedy każdy z nas tak samo mówi: Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu i wam bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem… MOJA wina,  MOJA wina,  MOJA BARDZO WIELKA WINA. A potem patrząc na tych, którzy są tam razem ze mną mówię do nich: Przeto błagam.. i Was, bracia i siostry o modlitwę za mnie… Staję przy ołtarzu, ja ksiądz i mówię wobec wszystkich, ktokolwiek by tam nie był: Błagam Ciebie, módl się za mnie, bo jestem wielkim grzesznikiem. Od tego się zaczyna. To jest zawiązanie wspólnoty, do której przychodzi Bóg. Bo w Ewangelii tego dnia Jezus mówi na koniec, że gdzie dwaj albo trzej zgromadzeni są w Jego imię, tam On jest. I spowiedź powszechna sprawia, że jesteśmy razem, naprawdę razem, tacy sami, nikt nie jest lepszy od drugiego, nikt nie jest od nikogo gorszy, każdy błaga o modlitwę i każdy mówi, że jest tak samo słaby i grzeszny. I tam przychodzi Jezus.

Patrzę na swoją historię i widzę, że nie ma w niej żadnego powodu, żeby czuć się lepszym od innych. Bóg znalazł mnie, kiedy byłem daleko od Kościoła. To On mi pokazał, że istnieje naprawdę, dał mi doświadczyć swojej miłości. Od tamtej pory dalej jestem grzesznikiem z doświadczeniem Boga. Co więcej, w swoim szaleństwie On powołał mnie do kapłaństwa. I idę tym powołaniem dalej jako grzesznik. I mogę mówić za Dawidem z Ps 51: moje grzechy są zawsze przede mną. Świadomość tego sprawia, że nie czuję się lepszy od innych. Czasem nawet mnie to przeraża, że tak słaby. Ale to sprawia, że wiem, że tak samo potrzebuję Jezusa, jak każdy inny. Ja potrzebuję zbawienia, uzdrowienia mojego serca, uwolnienia z moich grzechów. Mimo, że Jezus posługuje się mną, aby tego samego dokonywać w życiu innych. Ja tego też ciągle i ciągle potrzebuję.

Pierwsze zdanie z proroka Ezechiela, który jest czytany tego dnia mówi jasno: ustanowiłem cię jako strażnika Izraela, abyś pierwszy przyjął moje napomnienia. Nie, żebyś wytykał innym ale pierwszy przyjął napomnienia. Dopiero potem mówi o tym, żeby pomóc innemu zawrócić z drogi śmierci.

A Jezus w Ewangelii zaczyna od słów: Jeśli brat twój zgrzeszy przeciwko tobie… Mogę pogadać z moim bratem, ale jeśli jest moim bratem, jeśli podchodzę do niego jak do brata. To nie jest stanięcie z wysokości ambony, pogrożenie palcem. To stanięcie na tej samej wysokości co mój brat, aby rozmawiać z nim z miłością i troską. I nie rozmawiam z nim jako ktoś lepszy, ani nie traktuje jego, jako kogoś gorszego. Św. Paweł mówi tego dnia w Liście do Rzymian: Nic nie jesteś winny bliźniemu poza miłością. Nie jestem winny kazań, upomnień, nagan… tylko miłość. Bo dalej powie: Tylko miłość nie rani bliźniego. Nic nie jestem winny bliźniemu poza miłością. Naprawdę głęboko w to wierzę, że tylko dobro, miłość może pociągać do zmiany. Nie wierzę w moralizatorstwo. Wierzę, że Bóg, który jest Miłością, zmienia ludzi poprzez miłość.

Mam już takie doświadczenie, że zapłonąłem świętym oburzeniem i płomiennie tłumaczyłem pewnemu młodemu człowiekowi, że to nie jest właściwy kierunek myślenia. A on mnie zmiażdżył na koniec takim zdaniem: Wiesz, upodliłeś mnie. Co? Jak to? Tak, bo poczułem się przez to, co powiedziałeś, jakbym był jakimś pomiotem szatana. A to wcale nie jest tak, jak mówisz. I okazało się, że kompletnie nie miałem racji. A moje upomnienie tylko sprawiło, że człowiek poczuł się upodlony moralnie. Upodlenie nie prowadzi do nawrócenia. Do nawrócenia prowadzi Dobra Nowina. To ją mam głosić. Dobrą Nowinę o szalonej miłości Boga do człowieka. Mając nadzieję, że to pociągnie czyjeś serce ku tej Miłości. A jednocześnie głosząc samemu sobie, grzesznikowi nadzieję Dobrej Nowiny. Bo nic nie jestem dłużny bliźniemu poza miłością.

Światło zwycięża mrok

Mieliśmy ostatnio Mszę z Chórem dla Jezusa przed kolejną próbą przygotowującą do Koncert Chwały w Lublinie. Po Mszy siadłem na chwilę, żeby ich posłuchać. I słuchając przyszedł mi do głowy obraz, scena z Hobbita, kiedy Gandalf walczy z Sauronem (chyba). Ten wyrzuca z siebie potężną ciemność, a obroną Gandalfa jest kula światła, którą on emituje. I przyszedł mi do tego komentarz, że to jest właśnie to, czym ma być ten Koncert Chwały i posługa ludzi, którzy na nim będą śpiewać, dawać świadectwa, tańczyć z flagami…- to ma być potężna emisją światła, światła Bożej chwały, nadziei, radości, uwielbienia, pokoju. Kiedy jesteśmy bombardowani ciemnością (afery, przemoc, bezsens, itp), to jest właśnie przestrzeń, która jest Bożą odpowiedzią. Ludzie potrzebują tego światła.
Przekonuje mnie też o tym Słowo Boże z tamtejszego dnia, w którym Bóg zakazuje walczyć po ludzku ze złem. Mówi do Achaba, żeby nie toczył wojny ze swoim wrogiem. A Jezus mówi o tym, żeby nie iść na konfrontację ze złem, żeby przyjąć logikę, która nie jest w żaden sposób zgodna z ludzką logiką. Zadałem sobie pytanie czemu Jezus mówi: „Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące.”? Nie, nie po to, żeby zgodzić się na zło. Ale, żeby zwyciężyć je dobrem. Zła nie zwycięża się szarpiąc się z nim, oddając cios, procesując… Dzisiaj potrzeba jest takich przestrzeni światła jak Koncert Chwały w Lublinie, Jednego Serca Jednego Ducha w Rzeszowie, Festiwal Nadziei w Warszawie, różnego rodzaju wieczory chwały, uwielbienia w tylu parafiach w Polsce. Potrzeba chrześcijan, którzy będą rozsiewać wokół siebie błogosławieństwo, pokój widząc zło, którzy będą emitować Boże światło. I miałem takie przekonanie w sercu, że to jest przestrzeń ocalenia, także dla Polski. „Wy jesteście światłem świata… nie stawia się światła pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu”.

Chrześcijanin wobec zła

Natknąłem się niespodziewanie na fragment Księgi Wyjścia, w którym Izrael sprzeniewierzył się Bogu i pod nieobecność Mojżesza zrobił sobie cielca. Grzech, nieprawość, nikczemność, niewdzięczność Izraelitów. Bóg wystawia Mojżesza na próbę i mówi do niego, że wyniszczy nikczemników, a stworzy nowy lud. Jak reaguje Mojżesz? „Mojżesz jednak zaczął usilnie błagać” za ludem. Miał prawo powiedzieć: Tak, ja ryzykowałem życie przed faraonem, żeby ich wyprowadzić z Egiptu, znosiłem ich szemranie na pustyni, robiłem dla nich cuda w Twoje imię… a oni wybrali drogę zła. Tak, niech zginą nikczemni. Tymczasem on mówi do Boga: „Odwróć zapalczywość Twego gniewu i zaniechaj zła”.
A przy tym przypomniał mi się Abraham, któremu Pan pokazuje Sodomę i jej plugastwo wyjawiając plan jej unicestwienia. I jak reaguje Abraham. Nie mówi: No tak, tak, tam pełno pedalstwa i wszelkiej maści kurestwa, ześlij siarkę, Panie, a ja chętnie popatrzę jak to wszystko płonie. On zaczyna walczyć o ocalenie tego miasta i jego mieszkańców. Licytuje się, wręcz bezczelnie, z Bogiem, żeby nie niszczył Sodomy. I też nie mówił: ocal tylko sprawiedliwych, resztę wypal. Mówił: ze względu na sprawiedliwych ocal wszystkich.
A w końcu pomyślałem o Jezusie. Bóg, który patrzy na świat i widzi, że wszyscy są grzesznikami. I co robi? Jezus mówi do Ojca: Ojcze, Ja pójdę, stanę się jednym z nich i umrę jak złoczyńca, żeby oni byli usprawiedliwieni. Ojciec mówi Mu: Idź, bo Moją wolą jest, żeby nie zginął żaden z nich. Dlatego Jezus powie jasno: Nie przyszedłem potępiać, ale zbawić.
Chrześcijanin, uczeń Chrystusa, człowiek od Boga, patrząc na zło tego świata, na ludzi, którzy są uwikłani w zło, nie woła jak tłum przed Piłatem: „Ukrzyżuj!”. Woła: „Miej miłosierdzie dla nas i całego świata”. Święci dlaczego tak bardzo się umartwiali, pościli? Bo widząc zło mówili: „Panie, ja będę cierpiał, ale ocal tych ludzi”. To jest chrześcijaństwo. Widzę zło, zło nazywam złem. Ale nie wołam: „potęp”, tylko „zbaw, ocal, uratuj!” Jeden jest, który chce potępienia człowieka i się z niego cieszy: szatan. Kto więc chce potępienia drugiego, ten ma szatańskie, a nie Boże myślenie. Chrześcijanin ma wypełniać Słowo Boga, który mówi: „Błogosławcie, a nie złorzeczcie!” Błogosław, to znaczy życz dobrze, pragnij dobra, módl się o łaskę. Im większe widzisz zło, tym bardziej błogosław, tym bardziej wołaj o miłosierdzie.

Generał nas weryfikuje

Przyszedł mi dzisiaj do głowy taki obraz: Pewien człowiek, który dzisiaj życzy Jaruzelskiemu piekła, sam umiera i staje u bram nieba… ale nagle w tych bramach pojawia się Jaruzelski… Człowiek ten nie jest w stanie znieść tego faktu i krzyczy, że jak jest tu Jaruzelski, to on nie ma zamiaru być tu razem z nim… Na co słyszy, że jest wolny i może odejść… i odchodzi do piekła… Tylko dlatego, że nie był wstanie pogodzić się z Bożym Miłosierdziem… Jego nienawiść, nieprzebaczenie, zacietrzewienie stały się jego zgubą.

Śmierć generała Jaruzelskiego pokazuje, ile chrześcijan jest w chrześcijanach. To trudna próba wiary dla niektórych. Ale jednocześnie dla nas wszystkich to moment, w którym możemy na nowo uświadomić sobie czym jest Dobra Nowina o Zbawieniu. Z wpisów i komentarzy, które mogłem przeczytać w internecie wyłonił się smutny obraz niektórych chrześcijan, którzy na wezwanie do modlitwy o Miłosierdzie Boże dla zmarłego reagują jak diabeł na wodę święconą.

Jak wielka jest pokusa, żeby nie usłyszeć dzisiaj Ewangelii o nierządnicy uratowanej przez Jezusa przed ukamienowaniem! Czy Jezus powiedział jej, że nie była nierządnicą? Nie. Ale powiedział tym, którzy mieli w ręku kamienie: Kto z was jest bez grzechu… No tak, można powiedzieć, że ja nie mam na sumieniu takich grzechów, jak generał. Ale św. Paweł powie jasno: Każdy z nas zgrzeszył, a karą za grzech jest śmierć. Jezus w Kazaniu na Górze powie, że każdy kto w sercu wzgardzi, potępi brata swego, ten jest winien zabójstwa. Nie jest więc tak różowo i z nami. A do tego jeszcze ta Ewangelia o faryzeuszu modlącym się w świątyni i celniku w przedsionku! Ten, który powiedział: Dzięki, Ci, Boże, że nie jestem jak ten grzesznik, to on odszedł nieusprawiedliwiony.

Można dzisiaj nie chcieć usłyszeć Ewangelii o złoczyńcy, który umierał obok Jezusa i w ostatnim momencie „załapał się” na zbawienie. Nie, to nie był jakiś drobny łotrzyk, Ewangelia mówi, że był to złoczyńca. I Jezus nie mówi do niego, że nie był złoczyńcą, ale kiedy tamten zawołał o miłosierdzie, Jezus obiecał mu, że jeszcze tego dnia będą razem w niebie. Można nie chcieć dzisiaj usłyszeć Ewangelii, w której Jezus wzywa swoich uczniów do modlitwy za nieprzyjaciół. Można też w końcu nie słyszeć słów Jezusa, który mówi o sobie, że przyszedł szukać i zbawić nie sprawiedliwych, ale grzeszników, i że wolą Ojca jest, aby nikt z nich nie został stracony. Można… Kiedy Jezus mówił te słowa, wielu zatykało swoje uszy, rozdzierało szaty i odchodzili… Może i dzisiaj przy okazji śmierci generała, Jezus chce nam przypomnieć Ewangelię i zadać nam pytanie: Czy i wy chcecie odejść? Może warto badać przy tej okazji swoje serce, reakcje i zobaczyć czy nie potrzeba nam, chrześcijanom gruntownego nawrócenia. Nawracać się na Ewangelię.

Jest informacja (nie jest potwierdzona, ale daje nadzieję), że generał miał przyjąć przed śmiercią sakramenty. A co to oznacza? Że będzie zbawiony. Że będzie w tym samym niebie, co Jan Paweł II, ks. Jerzy Popiełuszko. Jest możliwe, że w niebie zobaczymy obok siebie generała Jaruzelskiego i ks. Popiełuszkę. I to jest Dobra Nowina o zbawieniu. Kto czyta Ewangelie, ten wie, że Bóg nigdy nie ukrywał, że zależy Mu na zbawieniu wszystkich… i że Jezus umarł za wszystkich, tak samo za ks. Popiełuszkę i za gen. Jaruzelskiego. I zawsze chciał mieć ich dwóch w niebie. To nie byłby pierwszy przypadek, kiedy w niebie spotykają się męczennicy i prześladowcy. I jestem przekonany, że ks. Jerzy z tego faktu bardzo by się cieszył. W przeciwieństwie do niektórych, którzy tak chętnie odwołują się do osoby ks. Popiełuszki. To przecież on uczynił mottem swojego życia słowa św. Pawła: „Zło dobrem zwyciężaj”. Tak, zło nazwij złem, ale zwycięż je dobrem, zwycięż je miłosierdziem. Miłosierdzie jest skandaliczne? Po ludzku tak. Ale tylko po ludzku. Nie warto obrażać się za to na Boga. To przecież taka sama nadzieja dla każdego z nas.

I wcale nie chodzi dzisiaj tylko o generała Jaruzelskiego. To jest sprawa tego, co mamy w sercu. Bo ten sam problem możemy mieć w przypadku znienawidzonego sąsiada, pracodawcy, członka rodziny… Może ich też byśmy nie chcieli spotkać w niebie. Może też sobie myślimy, że z nimi nigdy nie chcielibyśmy spędzić wieczności. Tymczasem chrześcijanin życzy każdemu zbawienia i chciałby z każdym spotkać się w niebie. Bo Bóg tego chce.

Ks. Łukasz Kachnowicz