Spojrzenie

Organizatorzy akcji „Nie wstydzę się Jezusa” wykluczyli z grona ambasadorów tej akcji Agnieszkę Radwańską. Wszystko za sprawą rozbieranej sesji zdjęciowej Agnieszki. Organizator ma prawo określać kogo chce, a kogo nie chce w swoim gronie, więc wcale nie mam zamiaru wojować z czyimś prawem. Ale dotknął mnie sposób w jaki to uczyniono. Organizatorzy rozdarli szaty i ogłosili „osobisty upadek pani Radwańskiej, która przekreśliła swoim postępowaniem własne słowa”. Zasugerowali też, że niepoważnie traktuje własną deklarację o przywiązaniu do wiary katolickiej i jej zasad.

Na myśl przychodzi mi scena, w której pochwycono na gorącym uczynku kobietę. Teraz prowadzą ją przez całe miasto, żeby dokonać sądu i ukamienować winowajczynię. Chcą w to jeszcze wplątać Jezusa. Ale Jezus nie wchodzi w ich sąd. Jezus spogląda na tę kobietę i na nich. Jego wzrok sięga głębiej, do serca. Widzi serca sędziów i oskarżycieli. Zaczyna pisać na piasku. Uciekli. Wystarczyło skierować ich wzrok na ich własne serca, na to, co ukryte przed innymi, a nagle grzech owej kobiety przestał ich interesować. Teraz spojrzenie Jezusa przesuwa się na tę kobietę. „I Ja cię nie potępiam”. Jezus podnosi ją swoim spojrzeniem pełnym miłości. „Idź i nie grzesz więcej”. Nie poszłaby, gdyby jej nie okazał miłosierdzia.

Jest jeszcze inna scena, która mi się tu przypomina. Kobieta, o której wszyscy wiedzieli, że jest grzesznicą przychodzi do Jezusa, który jest w gościnie u jednego z faryzeuszów i pada Mu do nóg zaczynając je całować, obmywać własnymi włosami. Dookoła zażenowanie. „Gdyby wiedział, co to za jedna…” On wiedział. Wiedział lepiej od nich. Oni znali ją jako grzesznicę, tak na nią patrzyli. Mówili o niej przez pryzmat grzechów. On patrzył inaczej. Widział jej serce, w którym była autentyczna miłość. I mówił o niej inaczej. Mówił dobrze.

I jeszcze jeden – Mateusz, celnik. Typ spod ciemnej gwiazdy. Wśród swoich rodaków także uznawany za kogoś godnego pogardy. A jednak Jezus przechodząc obok jego komory celnej spojrzał na niego z miłością i powiedział: „Pójdź za Mną”. Do celnika tak powiedział. Do tego, który dla innych był po prostu złodziejem i kolaborantem. On chciał, żeby właśnie taki Mu towarzyszył. Ja nie mam prawa powiedzieć kto może iść za Jezusem, a kto nie; kto bardziej pasuje do Jezusa. Bardziej według mnie. Jezus pokazuje, że Jego wybór potrafi zaskakiwać i szokować. Ale to po prostu jest inne spojrzenie.

Jak bardzo jeszcze musimy się uczyć Jezusa. Jak bardzo musimy się uczyć być uczniami Jezusa – chrześcijanami. Musimy modlić się o nowe serca i nowe oczy. Takie, które będą starały się patrzeć jak Jezus. Mogę ukamienować tego i innego grzesznika i powiedzieć, że to w imię Bożych wartości, zgodnie z prawem. A po egzekucji wrócić do swoich grzechów. Ale mogę też spojrzeć miłosiernie, zobaczyć, że ten ktoś nie jest wcale gorszy ode mnie i chcieć podnieść go z ziemi. Mogę widzieć kogoś przez pryzmat takiego błędu, grzechu, słabości, ale mogę przebić się przez to i zobaczyć wydobyć dobro. Mogę mówić o innych z perspektywy ich grzechów, ale mogę też mówić o nich dobrze. „Co byście chcieli, żeby inni wam uczynili, wy im czyńcie… bo jaką miarą wy odmierzycie i wam odmierzą”.

„Grzesznicy i nierządnice będą wchodzili przed wami do Królestwa Bożego”. Te słowa Jezusa każą mi się zastanowić komu faktycznie bliżej do Jezusa. Kto się Go nie wstydzi w  takiej czy innej akcji, a kto do faktycznie Niego należy, to znaczy jest Jego uczniem? Mało było faryzeuszy rozdzierających szaty wśród uczniów Jezusa (o ile byli tacy). Dużo było za to takich, jak św. Paweł mówiących: biedny ja grzesznik, mieszka we mnie grzech.

Ta cała zadyma prowadzi mnie do kapitalnej prawdy: nawet kiedy cię wyrzucą z akcji „Nie wstydzę się Jezusa” (słusznie czy nie) to i tak możesz usłyszeć: Nie wstydzę się ciebie. Jezus.

Władza

Jezus daje swoim uczniom władzę. To inna władza od tej, o którą bije się świat. To jest władza czynienia tego, co Bóg czyni wobec człowieka: czynienia miłosierdzia. Bóg tak bardzo chce je okazywać, że dzieli się swoją władzą z człowiekiem. Jeśli chcę czynić dobro wobec drugiego człowieka, to Jezus daje mi władzę uzdrawiać, uwalniać, dotykać serca Bożą miłością, przemieniać ludzkie życie.

Dla świata mogę pozostawać nikim, szaraczkiem. I bardzo dobrze, tak powinno być. A jednocześnie wiem, że mam władzę i mogę w życiu konkretnych ludzi dokonać dużo więcej niż prezydenci, premierzy i inni wielcy tego świata. Bo mogę dotknąć ludzkiego życia Bożą łaską, wobec której reszta to marność. Jest wiele momentów, w których On mi pokazał, że to jest prawda: dał mi autentycznie władzę. Faktycznie, Bóg potwierdza swoją obietnicę. Jest prawdomówny i wierny.

Jezus dał uczniom władzę, a potem powiedział: Idźcie i głoście: Przybliżyło się Królestwo Boże. Władza, która ma być zawsze i wyłącznie w służbie Królestwu Bożemu. Wszystko po to, żeby Boże Królestwo przybliżało się do konkretnych ludzi. Władza, która zobowiązuje do tego, żeby ciągle wychodzić do drugiego z Dobrą Nowiną. Władza, która jest ciągłym wezwaniem do służby człowiekowi. Jezus nie mówi: daję wam władzę, więc jeśli uznacie, że chcecie to z niej skorzystajcie. On mówi: masz władzę, więc masz iść i z niej korzystać. Masz uzdrawiać, masz uwalniać, masz dokonywać cudów wśród ludzi. To nie jest kwestia kaprysu, ale sprawa Królestwa Bożego. Służysz Królestwu, to służ tak, jak chce tego Jezus. W pełni władzy.

Dzisiejsze Słowo mówi także o Józefie Egipskim, który miał władzę nad spichlerzami Egiptu. Przyszła susza w Egipcie i okolicznych krainach, więc ludzie szukali ratunku u Józefa. Miał władzę otworzyć spichlerze, miał też władzę zostawić je zamknięte. Moje serce jest spichlerzem, nad którym Bóg daje mi całkowitą władzę. Jest w nim ukryte dobro, którym mogę się podzielić z innymi, z tymi którzy doświadczają suszy, przymierają głodem, albo mogę pozostawić je zamkniętym wobec drugiego człowieka. Mam władzę decyduję o tym czy i na ile otworzę serce. Tak, to też jest decyzja na ile drugi doświadczy, że przybliżyło się Królestwo Boże. Dopóki nie otworzę serca, nie ma mowy, żebym poszedł i głosił Dobrą Nowinę. Najpierw muszę użyć władzy wobec siebie, żeby móc użyć władzy w służbie innym.

Najpierw pokój

Jezus posyła siedemdziesięciu dwóch i daje im takie polecenie: „Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi (…) Mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże”. Otóż to, NAJPIERW trzeba głosić ludziom Dobrą Nowinę. A Dobra Nowina, Ewangelia, jest o Bogu, który jest Dobry, jest Miłością. Tylko ta Nowina może dotknąć ludzkie serce i je przemienić. Jezus nie posyła uczniów, żeby poszli moralizować, mówić, że to trzeba, a tamtego nie wolno. On mówi: NAJPIERW idźcie zanieść Mój pokój do tych domów, gdzie Ja sam zamierzam przyjść. NAJPIERW przybliżcie im Królestwo Boże. On przyszedł po nich, tam gdzie oni zanieśli Jego pokój.

Tylko tej „metody” mam zamiar się trzymać. Bo wierzę z całego serca, że tylko serce, które doświadczy pokoju Chrystusa, dotknięcia Jego miłością, usłyszy o Jego dobroci, może otworzyć się prawdziwie na to, żeby On mógł wejść i dalej je przemieniać i kształtować. Mówię to jako ksiądz, który kiedyś był człowiekiem niewierzącym. Jezus wszedł do mojego serca przez dotknięcie miłością i dar pokoju. Nie nawróciło mnie srogie kazanie, żadna wizja piekła, moralitet, taka czy inna oprawa liturgiczna… te rzeczy w ogóle mnie nie interesowały. On dotknął mojego serca swoją dobrocią i to zmieniło całe moje życie. Poznałem Jezusa, który mnie pociągnął za sobą miłością. Za takim poszedłem. Nie umiem głosić innego Jezusa. Nie znam innego. Odsłonił przed mną tylko takie oblicze.

W mojej misji kapłańskiej czuję się jednym z siedemdziesięciu dwóch. Chcę głosić dobroć Boga. Chcę modlić się, aby ludzie doświadczali dotknięcia Jego łaski. Wiem, że Bóg dzisiaj mówi: „Żniwo jest wielkie|”. Jak mówi jedna z pieśni: „Wiele jest serc, które czekają na Ewangelię”. Jest ogromna liczba braci i sióstr, młodych i starszych, którzy czekają na Dobrą Nowinę. Są wszędzie. To są domy, do których chce przyjść Jezus. Ale On posyła najpierw swoich uczniów (i mnie, i Ciebie też), abyśmy NAJPIERW mówili: „Pokój temu domowi”. To ja najpierw muszę się nawrócić i mieć serce pełne miłości do tych, do których On chce przyjść. Muszę pragnąć ich dobra. Nie osądzenia, nie potępienia, nie udowodnienia im czegoś, ale dobra. Ot, cały program na kapłaństwo.

Z Psalmu 122:
Proście o pokój dla Jeruzalem,
niech zażywają pokoju ci, którzy ciebie miłują!
Niech pokój będzie w twoich murach,
a bezpieczeństwo w twych pałacach!
Przez wzgląd na moich braci i przyjaciół
będę mówił: «Pokój w tobie!»
Przez wzgląd na dom Pana, Boga naszego,
będę się modlił o dobro dla ciebie.

Odwagi!

„Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary?” Jezus stawia dobre pytanie. Choć wydaje się, że uczniowie mieli prawo do lęku: gwałtowna burza, łódź wydaje się tonąć, On śpi. Jak tu się nie bać i zachować zimną krew? To są te wszystkie sytuację, w których krzyczę, że ginę. Kiedy siedzę po pas we własnej słabości i grzechu. Kiedy uderzają we mnie różnego rodzaju trudności. Kiedy nie widzę, żeby On był  zainteresowany tym co się dzieje. Moje śmiertelne burze i mój rozpaczliwy krzyk.

A jednak On wstaje, interweniuje i nastaje cisza. Jest tym, któremu burza musi być posłuszna. Żywioł nie może nic mu zrobić. Nie może też zrobić nic tym, którzy są razem z Nim. Moja słabość i mój grzech nie utopiły mnie przecież. Za każdym razem przy spowiedzi On kazał im milczeć. Trudności, które się pojawiały nie zabiły mnie. On przeprowadził mnie już przez różne zakręty i trudne wydarzenia, a bywało bardzo krucho, nawet krytycznie.

Pada pytanie: „Kimże On jest…?” No własnie, czy ja nie wiem kim On jest? Czy nie wiem, że On ma moc? Dlaczego więc jestem bojaźliwy i małej wiary? Nie zginąłem tyle razy do tej pory, nie zginę i następnym razem. Jest w moim życiu, nie zginę.

Ale to pytanie: „Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary?” czytam także w kontekście historii Abrahama, Lota oraz Sodomy i Gomory. Czytam jako zaproszenie do odważnego stawania wobec Boga, do odważnego zmagania się o innych.

Sodoma i Gomora – miasta pełne grzechu, plugastwa i wynaturzeń. Abraham targujący się z Bogiem o ich ocalenie. Ktoś mógłby powiedzieć: „O co tu się targować z Bogiem? O wykolejeńców? Zasługują na śmierć, niech ich ogień pochłonie”. Abraham ma najpierw odwagę przebić się przez te fakty o tym, co działo się w Sodomie i Gomorze. Abraham ma odwagę spojrzeć w prawdzie na te miasta i ludzi, którzy tam mieszkali, i widząc to podjąć zmaganie o ich ocalenie. Do mnie mocniej przemawia to, że miał odwagę walczyć o degeneratów, niż to, że miał odwagę targować się z Bogiem. Porusza mnie odwaga innego spojrzenia na człowieka, wbrew wszelkim faktom i opiniom. Odwaga dostrzeżenia w człowieku, nawet tym upadłym, tego, co jest w nim niezbywalną godnością, wartością; tego co sprawia, że trzeba się o niego zmagać… nawet z samym Bogiem. Uwierzyć, że On ich kocha i chce, żebym o nich walczył.

Lot ma odwagę powiedzieć Bogu „więcej”. Bóg każe mu uciekać z sodomy i gomory w góry, ale ten wcale nie chce tam iść, chce się schronić w jednym z pobliskich miasteczek. „Nie, Panie mój. Jeśli jesteś życzliwy dla twego sługi, uczyń większą łaskę niż ta, którą mi wyświadczyłeś, ratując mi życie”. Co za tupet. Można by go okrzyknąć niewdzięcznikiem i pyszałkiem. Może i taki był. Grunt, że Bóg przychylił się do jego prośby i uczynił faktycznie większą łaskę. Tupet Lota ratuje życie mieszkańcom tego miasteczka, w którym on się zatrzymał. Bóg je zachował ze względu na niego. Może warto czasem zrezygnować ze świętobliwej pokory i bezczelnie wołać do Boga: „Dziękuję, że mi to zrobiłeś, ale uczyń większą łaskę niż ta”. Czyżby Bóg sam mówił nam: Czemu boisz się być bezczelnym i żądać więcej? Miej wiarę, że jestem Bogiem, który chce czynić więcej. Miej wiarę, że mam dla ciebie więcej łaski.

Bóg mówi do mnie w tych trzech historiach: Nie bój się wierzyć w Moją dobroć. Nie bój się wierzyć, że jestem ci przychylny; że jestem z Tobą. Nie bój się Mnie. Wierz, że jestem Dobry. Nie bój się być przede Mną autentyczny, rozmawiać ze Mną, żądać, spierać się. Wierz, że traktuję cię poważnie, bo cię poważnie kocham. Tak, to jest sedno tego wszystkiego. Wierzyć w Bożą miłość. Wtedy nie będziemy bojaźliwi.