Chrześcijanin wobec zła

Natknąłem się niespodziewanie na fragment Księgi Wyjścia, w którym Izrael sprzeniewierzył się Bogu i pod nieobecność Mojżesza zrobił sobie cielca. Grzech, nieprawość, nikczemność, niewdzięczność Izraelitów. Bóg wystawia Mojżesza na próbę i mówi do niego, że wyniszczy nikczemników, a stworzy nowy lud. Jak reaguje Mojżesz? „Mojżesz jednak zaczął usilnie błagać” za ludem. Miał prawo powiedzieć: Tak, ja ryzykowałem życie przed faraonem, żeby ich wyprowadzić z Egiptu, znosiłem ich szemranie na pustyni, robiłem dla nich cuda w Twoje imię… a oni wybrali drogę zła. Tak, niech zginą nikczemni. Tymczasem on mówi do Boga: „Odwróć zapalczywość Twego gniewu i zaniechaj zła”.
A przy tym przypomniał mi się Abraham, któremu Pan pokazuje Sodomę i jej plugastwo wyjawiając plan jej unicestwienia. I jak reaguje Abraham. Nie mówi: No tak, tak, tam pełno pedalstwa i wszelkiej maści kurestwa, ześlij siarkę, Panie, a ja chętnie popatrzę jak to wszystko płonie. On zaczyna walczyć o ocalenie tego miasta i jego mieszkańców. Licytuje się, wręcz bezczelnie, z Bogiem, żeby nie niszczył Sodomy. I też nie mówił: ocal tylko sprawiedliwych, resztę wypal. Mówił: ze względu na sprawiedliwych ocal wszystkich.
A w końcu pomyślałem o Jezusie. Bóg, który patrzy na świat i widzi, że wszyscy są grzesznikami. I co robi? Jezus mówi do Ojca: Ojcze, Ja pójdę, stanę się jednym z nich i umrę jak złoczyńca, żeby oni byli usprawiedliwieni. Ojciec mówi Mu: Idź, bo Moją wolą jest, żeby nie zginął żaden z nich. Dlatego Jezus powie jasno: Nie przyszedłem potępiać, ale zbawić.
Chrześcijanin, uczeń Chrystusa, człowiek od Boga, patrząc na zło tego świata, na ludzi, którzy są uwikłani w zło, nie woła jak tłum przed Piłatem: „Ukrzyżuj!”. Woła: „Miej miłosierdzie dla nas i całego świata”. Święci dlaczego tak bardzo się umartwiali, pościli? Bo widząc zło mówili: „Panie, ja będę cierpiał, ale ocal tych ludzi”. To jest chrześcijaństwo. Widzę zło, zło nazywam złem. Ale nie wołam: „potęp”, tylko „zbaw, ocal, uratuj!” Jeden jest, który chce potępienia człowieka i się z niego cieszy: szatan. Kto więc chce potępienia drugiego, ten ma szatańskie, a nie Boże myślenie. Chrześcijanin ma wypełniać Słowo Boga, który mówi: „Błogosławcie, a nie złorzeczcie!” Błogosław, to znaczy życz dobrze, pragnij dobra, módl się o łaskę. Im większe widzisz zło, tym bardziej błogosław, tym bardziej wołaj o miłosierdzie.

Generał nas weryfikuje

Przyszedł mi dzisiaj do głowy taki obraz: Pewien człowiek, który dzisiaj życzy Jaruzelskiemu piekła, sam umiera i staje u bram nieba… ale nagle w tych bramach pojawia się Jaruzelski… Człowiek ten nie jest w stanie znieść tego faktu i krzyczy, że jak jest tu Jaruzelski, to on nie ma zamiaru być tu razem z nim… Na co słyszy, że jest wolny i może odejść… i odchodzi do piekła… Tylko dlatego, że nie był wstanie pogodzić się z Bożym Miłosierdziem… Jego nienawiść, nieprzebaczenie, zacietrzewienie stały się jego zgubą.

Śmierć generała Jaruzelskiego pokazuje, ile chrześcijan jest w chrześcijanach. To trudna próba wiary dla niektórych. Ale jednocześnie dla nas wszystkich to moment, w którym możemy na nowo uświadomić sobie czym jest Dobra Nowina o Zbawieniu. Z wpisów i komentarzy, które mogłem przeczytać w internecie wyłonił się smutny obraz niektórych chrześcijan, którzy na wezwanie do modlitwy o Miłosierdzie Boże dla zmarłego reagują jak diabeł na wodę święconą.

Jak wielka jest pokusa, żeby nie usłyszeć dzisiaj Ewangelii o nierządnicy uratowanej przez Jezusa przed ukamienowaniem! Czy Jezus powiedział jej, że nie była nierządnicą? Nie. Ale powiedział tym, którzy mieli w ręku kamienie: Kto z was jest bez grzechu… No tak, można powiedzieć, że ja nie mam na sumieniu takich grzechów, jak generał. Ale św. Paweł powie jasno: Każdy z nas zgrzeszył, a karą za grzech jest śmierć. Jezus w Kazaniu na Górze powie, że każdy kto w sercu wzgardzi, potępi brata swego, ten jest winien zabójstwa. Nie jest więc tak różowo i z nami. A do tego jeszcze ta Ewangelia o faryzeuszu modlącym się w świątyni i celniku w przedsionku! Ten, który powiedział: Dzięki, Ci, Boże, że nie jestem jak ten grzesznik, to on odszedł nieusprawiedliwiony.

Można dzisiaj nie chcieć usłyszeć Ewangelii o złoczyńcy, który umierał obok Jezusa i w ostatnim momencie „załapał się” na zbawienie. Nie, to nie był jakiś drobny łotrzyk, Ewangelia mówi, że był to złoczyńca. I Jezus nie mówi do niego, że nie był złoczyńcą, ale kiedy tamten zawołał o miłosierdzie, Jezus obiecał mu, że jeszcze tego dnia będą razem w niebie. Można nie chcieć dzisiaj usłyszeć Ewangelii, w której Jezus wzywa swoich uczniów do modlitwy za nieprzyjaciół. Można też w końcu nie słyszeć słów Jezusa, który mówi o sobie, że przyszedł szukać i zbawić nie sprawiedliwych, ale grzeszników, i że wolą Ojca jest, aby nikt z nich nie został stracony. Można… Kiedy Jezus mówił te słowa, wielu zatykało swoje uszy, rozdzierało szaty i odchodzili… Może i dzisiaj przy okazji śmierci generała, Jezus chce nam przypomnieć Ewangelię i zadać nam pytanie: Czy i wy chcecie odejść? Może warto badać przy tej okazji swoje serce, reakcje i zobaczyć czy nie potrzeba nam, chrześcijanom gruntownego nawrócenia. Nawracać się na Ewangelię.

Jest informacja (nie jest potwierdzona, ale daje nadzieję), że generał miał przyjąć przed śmiercią sakramenty. A co to oznacza? Że będzie zbawiony. Że będzie w tym samym niebie, co Jan Paweł II, ks. Jerzy Popiełuszko. Jest możliwe, że w niebie zobaczymy obok siebie generała Jaruzelskiego i ks. Popiełuszkę. I to jest Dobra Nowina o zbawieniu. Kto czyta Ewangelie, ten wie, że Bóg nigdy nie ukrywał, że zależy Mu na zbawieniu wszystkich… i że Jezus umarł za wszystkich, tak samo za ks. Popiełuszkę i za gen. Jaruzelskiego. I zawsze chciał mieć ich dwóch w niebie. To nie byłby pierwszy przypadek, kiedy w niebie spotykają się męczennicy i prześladowcy. I jestem przekonany, że ks. Jerzy z tego faktu bardzo by się cieszył. W przeciwieństwie do niektórych, którzy tak chętnie odwołują się do osoby ks. Popiełuszki. To przecież on uczynił mottem swojego życia słowa św. Pawła: „Zło dobrem zwyciężaj”. Tak, zło nazwij złem, ale zwycięż je dobrem, zwycięż je miłosierdziem. Miłosierdzie jest skandaliczne? Po ludzku tak. Ale tylko po ludzku. Nie warto obrażać się za to na Boga. To przecież taka sama nadzieja dla każdego z nas.

I wcale nie chodzi dzisiaj tylko o generała Jaruzelskiego. To jest sprawa tego, co mamy w sercu. Bo ten sam problem możemy mieć w przypadku znienawidzonego sąsiada, pracodawcy, członka rodziny… Może ich też byśmy nie chcieli spotkać w niebie. Może też sobie myślimy, że z nimi nigdy nie chcielibyśmy spędzić wieczności. Tymczasem chrześcijanin życzy każdemu zbawienia i chciałby z każdym spotkać się w niebie. Bo Bóg tego chce.

Ks. Łukasz Kachnowicz

Posolić małżeństwa

Myślę, że Kościół dostrzega, że problematyka związana z małżeństwem i rodziną jest priorytetowym wyzwaniem na dziś. Świadczy o tym choćby i zbliżający się Synod temu poświęcony. Jeśli chodzi o spadającą liczbę ślubów, to jest zjawisko, które pokazuje konkretną rzeczywistość. I nie ma co wypadać w panikę, czy lamentować. Kościół nie jest powołany do lamentowania i załamywania rąk. Kościół ma być solą i światłem.

Te dane pokazują, że dzisiaj potrzeba jeszcze bardziej wyrazistego świadectwa rodzin katolickich. Być może to właśnie byle jakie życie sakramentem małżeństwa sprawia, że on nie oddziałuje na innych. Jeżeli młodzi nie widzą świadectwa, że sakrament małżeństwa faktycznie coś wnosi w życie małżonków, to przestają wierzyć w jego nadprzyrodzony wymiar, że to coś więcej niż ceremonia. Jeśli sakrament ten jest (nie zawsze) po prostu ceremonią, to można się bez tego obejść. Oszczędzi się pieniądze, które wydaje się w związku ze ślubem. Można je będzie wydać np. na urządzenie się. Dla mnie to jest zrozumiałe.

Sól (małżeństwa katolickie) przestała solić. Nie ma co się dziwić, że coraz więcej osób rezygnuje z małżeństwa widząc, że to jest bez smaku. A więc trzeba zadbać o jakość małżeństw katolickich. Musimy, naprawdę musimy, postawić mocno na wspólnoty, które formują małżonków, pomagają im wzrastać w duchowości małżeńskiej, żyć sakramentem małżeństwa. Myślę choćby o wspólnotach Domowego Kościoła.

Musimy sobie na nowo uświadomić, że sakrament małżeństwa, jak każdy inny sakrament, ma sens w kontekście wiary. On będzie „działał” jeśli będzie się go przeżywać z wiarą. To pokazuje, gdzie trzeba położyć akcent. Tu także trzeba słuchać czym żyje Kościół, a mianowicie chodzi o nową ewangelizację. Dla owocnego życia sakramentalnego, także małżeńskiego, trzeba podjąć wysiłek prowadzenia ludzi do żywej wiary. Jeśli nie wierzę, to po co mi taki czy inny sakrament. Dziękuję, obejdę się. Albo przyjmę, ale i tak nic z tego nie będzie. Jeśli będziemy budzić w ludziach żywą wiarę, to także w żywy sposób będą podchodzić do sakramentów, w tym małżeństwa. Uważam, że każdy kurs przedmałżeński powinien zaczynać się od porządnej ewangelizacji.

Odnośnie do dojrzałości przyjmujących sakrament małżeństwa, to faktycznie jest tu problem. Ale to jest w ogóle problem dojrzałości wiary. Skoro proces dojrzewania jest dłuższy, to i my powinniśmy wydłużyć proces przygotowania. Wydłużyć go właśnie o ten etap ewangelizacji. Jestem pewny, że doprowadzenie przyszłych małżonków do żywej wiary będzie mieć sto razy większy wpływ na dalsze ich losy i powodzenie małżeństwa, niż niejedna konferencja z przygotowania. W parafii prowadzę np. konferencję o komunikacji w małżeństwie. To bardzo ważny temat. Ale jestem księdzem, a nie psychologiem. Moim zadaniem jest prowadzić ludzi do Jezusa, ewangelizować, budzić wiarę. Resztę niech robią specjaliści. Ja bym chętnie poprowadził rekolekcje ewangelizacyjne dla narzeczonych. Ale może to jest właśnie to nowe wyzwanie, o które trzeba zwalczyć, żeby tak zrobić.

Wydaje mi, się nie ma właśnie dobrej oferty dla narzeczonych. Kilka spotkań w ramach przygotowania, jakiś dzień skupienia, to zdecydowanie zbyt mało. Szczególnie jeśli chodzi o wiarę, a bez niej psu na budę sakrament. Dla nas duszpasterzy to powinno być oczywiste: chcemy dobrych małżeństw, prowadźmy małżonków i przyszłych małżonków do Jezusa. To jest nasze zadanie, które wydaje mi się zaniedbane, co przynosi fatalne skutki.

Może to my, duszpasterze, sami musimy na nowo uwierzyć, że w sakramencie małżeństwa chodzi o coś więcej niż ceremonię. Że jesteśmy odpowiedzialni za pomoc w dojściu do żywej wiary przyszłym małżonkom i pomoc w życiu sakramentem tym, którzy już są w małżeństwie. Może i nas interesuje tylko sama ceremonia. To byłoby wielkie zaniedbanie ze złymi konsekwencjami.

(wypowiedź dla portalu fronda.pl: https://www.fronda.pl/a/ks-lukasz-kachnowicz-dla-frondapl-sol-malzenska-przestala-solic,37391.html?part=1)