Posolić małżeństwa

Myślę, że Kościół dostrzega, że problematyka związana z małżeństwem i rodziną jest priorytetowym wyzwaniem na dziś. Świadczy o tym choćby i zbliżający się Synod temu poświęcony. Jeśli chodzi o spadającą liczbę ślubów, to jest zjawisko, które pokazuje konkretną rzeczywistość. I nie ma co wypadać w panikę, czy lamentować. Kościół nie jest powołany do lamentowania i załamywania rąk. Kościół ma być solą i światłem.

Te dane pokazują, że dzisiaj potrzeba jeszcze bardziej wyrazistego świadectwa rodzin katolickich. Być może to właśnie byle jakie życie sakramentem małżeństwa sprawia, że on nie oddziałuje na innych. Jeżeli młodzi nie widzą świadectwa, że sakrament małżeństwa faktycznie coś wnosi w życie małżonków, to przestają wierzyć w jego nadprzyrodzony wymiar, że to coś więcej niż ceremonia. Jeśli sakrament ten jest (nie zawsze) po prostu ceremonią, to można się bez tego obejść. Oszczędzi się pieniądze, które wydaje się w związku ze ślubem. Można je będzie wydać np. na urządzenie się. Dla mnie to jest zrozumiałe.

Sól (małżeństwa katolickie) przestała solić. Nie ma co się dziwić, że coraz więcej osób rezygnuje z małżeństwa widząc, że to jest bez smaku. A więc trzeba zadbać o jakość małżeństw katolickich. Musimy, naprawdę musimy, postawić mocno na wspólnoty, które formują małżonków, pomagają im wzrastać w duchowości małżeńskiej, żyć sakramentem małżeństwa. Myślę choćby o wspólnotach Domowego Kościoła.

Musimy sobie na nowo uświadomić, że sakrament małżeństwa, jak każdy inny sakrament, ma sens w kontekście wiary. On będzie „działał” jeśli będzie się go przeżywać z wiarą. To pokazuje, gdzie trzeba położyć akcent. Tu także trzeba słuchać czym żyje Kościół, a mianowicie chodzi o nową ewangelizację. Dla owocnego życia sakramentalnego, także małżeńskiego, trzeba podjąć wysiłek prowadzenia ludzi do żywej wiary. Jeśli nie wierzę, to po co mi taki czy inny sakrament. Dziękuję, obejdę się. Albo przyjmę, ale i tak nic z tego nie będzie. Jeśli będziemy budzić w ludziach żywą wiarę, to także w żywy sposób będą podchodzić do sakramentów, w tym małżeństwa. Uważam, że każdy kurs przedmałżeński powinien zaczynać się od porządnej ewangelizacji.

Odnośnie do dojrzałości przyjmujących sakrament małżeństwa, to faktycznie jest tu problem. Ale to jest w ogóle problem dojrzałości wiary. Skoro proces dojrzewania jest dłuższy, to i my powinniśmy wydłużyć proces przygotowania. Wydłużyć go właśnie o ten etap ewangelizacji. Jestem pewny, że doprowadzenie przyszłych małżonków do żywej wiary będzie mieć sto razy większy wpływ na dalsze ich losy i powodzenie małżeństwa, niż niejedna konferencja z przygotowania. W parafii prowadzę np. konferencję o komunikacji w małżeństwie. To bardzo ważny temat. Ale jestem księdzem, a nie psychologiem. Moim zadaniem jest prowadzić ludzi do Jezusa, ewangelizować, budzić wiarę. Resztę niech robią specjaliści. Ja bym chętnie poprowadził rekolekcje ewangelizacyjne dla narzeczonych. Ale może to jest właśnie to nowe wyzwanie, o które trzeba zwalczyć, żeby tak zrobić.

Wydaje mi, się nie ma właśnie dobrej oferty dla narzeczonych. Kilka spotkań w ramach przygotowania, jakiś dzień skupienia, to zdecydowanie zbyt mało. Szczególnie jeśli chodzi o wiarę, a bez niej psu na budę sakrament. Dla nas duszpasterzy to powinno być oczywiste: chcemy dobrych małżeństw, prowadźmy małżonków i przyszłych małżonków do Jezusa. To jest nasze zadanie, które wydaje mi się zaniedbane, co przynosi fatalne skutki.

Może to my, duszpasterze, sami musimy na nowo uwierzyć, że w sakramencie małżeństwa chodzi o coś więcej niż ceremonię. Że jesteśmy odpowiedzialni za pomoc w dojściu do żywej wiary przyszłym małżonkom i pomoc w życiu sakramentem tym, którzy już są w małżeństwie. Może i nas interesuje tylko sama ceremonia. To byłoby wielkie zaniedbanie ze złymi konsekwencjami.

(wypowiedź dla portalu fronda.pl: https://www.fronda.pl/a/ks-lukasz-kachnowicz-dla-frondapl-sol-malzenska-przestala-solic,37391.html?part=1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *