Nie lepszy od innych

Podczas Eucharystii we wspólnocie neokatechumenalnej dzieliliśmy się Słowem, które mówi o upomnieniu braterskim. W każdej wypowiedzi można było usłyszeć, że to Słowo jest tak ciężkie do wypełnienia. Zgodziłem się, bo to jest okropnie ciężkie Słowo. Ale całe szczęście, że mamy problem z jego wypełnianiem, o ile to wynika z tego, że wzdrygamy się przed upominaniem innych, bo wiemy, jacy sami jesteśmy. To świadczy o tym, że jest w nas prawda. Prawda, która pokazuje nam, że nie jesteśmy lepsi o innych, więc jakim prawem mielibyśmy ich upominać znając samych siebie. Bałbym się człowieka, który nie ma problemu z upomnieniem braterskim i chętnie strzela do innych moralniakami, zawsze jest gotowy wyrzucić komuś słabość, grzech. Nie, to nie o to chodzi w tym Słowie.

To Słowo czytam inaczej. Ono nie mówi najpierw do mnie, ono mówi do innych o mnie. To ja potrzebuje kogoś kto mnie upomni i pomoże mi się nawracać, bo to ja tego potrzebuje. To ja jestem tym biednym grzesznikiem, takim samym, a niejednokrotnie większym od innych. Dopiero, kiedy to sobie uświadomię i zejdę nisko, tak, że nie będę nad drugim, ale obok niego, wtedy możemy pogadać.

To Słowo pokazuje mi jak niesamowicie kapitalny jest początek każdej Eucharystii, kiedy każdy z nas tak samo mówi: Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu i wam bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem… MOJA wina,  MOJA wina,  MOJA BARDZO WIELKA WINA. A potem patrząc na tych, którzy są tam razem ze mną mówię do nich: Przeto błagam.. i Was, bracia i siostry o modlitwę za mnie… Staję przy ołtarzu, ja ksiądz i mówię wobec wszystkich, ktokolwiek by tam nie był: Błagam Ciebie, módl się za mnie, bo jestem wielkim grzesznikiem. Od tego się zaczyna. To jest zawiązanie wspólnoty, do której przychodzi Bóg. Bo w Ewangelii tego dnia Jezus mówi na koniec, że gdzie dwaj albo trzej zgromadzeni są w Jego imię, tam On jest. I spowiedź powszechna sprawia, że jesteśmy razem, naprawdę razem, tacy sami, nikt nie jest lepszy od drugiego, nikt nie jest od nikogo gorszy, każdy błaga o modlitwę i każdy mówi, że jest tak samo słaby i grzeszny. I tam przychodzi Jezus.

Patrzę na swoją historię i widzę, że nie ma w niej żadnego powodu, żeby czuć się lepszym od innych. Bóg znalazł mnie, kiedy byłem daleko od Kościoła. To On mi pokazał, że istnieje naprawdę, dał mi doświadczyć swojej miłości. Od tamtej pory dalej jestem grzesznikiem z doświadczeniem Boga. Co więcej, w swoim szaleństwie On powołał mnie do kapłaństwa. I idę tym powołaniem dalej jako grzesznik. I mogę mówić za Dawidem z Ps 51: moje grzechy są zawsze przede mną. Świadomość tego sprawia, że nie czuję się lepszy od innych. Czasem nawet mnie to przeraża, że tak słaby. Ale to sprawia, że wiem, że tak samo potrzebuję Jezusa, jak każdy inny. Ja potrzebuję zbawienia, uzdrowienia mojego serca, uwolnienia z moich grzechów. Mimo, że Jezus posługuje się mną, aby tego samego dokonywać w życiu innych. Ja tego też ciągle i ciągle potrzebuję.

Pierwsze zdanie z proroka Ezechiela, który jest czytany tego dnia mówi jasno: ustanowiłem cię jako strażnika Izraela, abyś pierwszy przyjął moje napomnienia. Nie, żebyś wytykał innym ale pierwszy przyjął napomnienia. Dopiero potem mówi o tym, żeby pomóc innemu zawrócić z drogi śmierci.

A Jezus w Ewangelii zaczyna od słów: Jeśli brat twój zgrzeszy przeciwko tobie… Mogę pogadać z moim bratem, ale jeśli jest moim bratem, jeśli podchodzę do niego jak do brata. To nie jest stanięcie z wysokości ambony, pogrożenie palcem. To stanięcie na tej samej wysokości co mój brat, aby rozmawiać z nim z miłością i troską. I nie rozmawiam z nim jako ktoś lepszy, ani nie traktuje jego, jako kogoś gorszego. Św. Paweł mówi tego dnia w Liście do Rzymian: Nic nie jesteś winny bliźniemu poza miłością. Nie jestem winny kazań, upomnień, nagan… tylko miłość. Bo dalej powie: Tylko miłość nie rani bliźniego. Nic nie jestem winny bliźniemu poza miłością. Naprawdę głęboko w to wierzę, że tylko dobro, miłość może pociągać do zmiany. Nie wierzę w moralizatorstwo. Wierzę, że Bóg, który jest Miłością, zmienia ludzi poprzez miłość.

Mam już takie doświadczenie, że zapłonąłem świętym oburzeniem i płomiennie tłumaczyłem pewnemu młodemu człowiekowi, że to nie jest właściwy kierunek myślenia. A on mnie zmiażdżył na koniec takim zdaniem: Wiesz, upodliłeś mnie. Co? Jak to? Tak, bo poczułem się przez to, co powiedziałeś, jakbym był jakimś pomiotem szatana. A to wcale nie jest tak, jak mówisz. I okazało się, że kompletnie nie miałem racji. A moje upomnienie tylko sprawiło, że człowiek poczuł się upodlony moralnie. Upodlenie nie prowadzi do nawrócenia. Do nawrócenia prowadzi Dobra Nowina. To ją mam głosić. Dobrą Nowinę o szalonej miłości Boga do człowieka. Mając nadzieję, że to pociągnie czyjeś serce ku tej Miłości. A jednocześnie głosząc samemu sobie, grzesznikowi nadzieję Dobrej Nowiny. Bo nic nie jestem dłużny bliźniemu poza miłością.

1 myśl w temacie “Nie lepszy od innych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *